Do Portu w Algeciras przybiliśmy po ok. godzinie płynięcia podczas którego mieliśmy okazję zobaczyć niesamowity Gibraltar. To małe państwo-miasto zlokalizowane na cyplu i wybudowane wokół góry robi fantastyczne wrażenie. Po załatwieniu wszelkich formalności tj. zdobyciu gotówki na dalsze wojarze, posileniu się gdzieżby indziej jak nie u wujka Maca, znalezieniu dworca "PKS" oraz zaopatrzeniu w bilety autobusowe ruszyliśmy do naprawdę pięknej i niecodziennej Marbelli (czyt. Marbijja). Miasto ulokowane na stoku wzgórza, które wchodzi do morza naprawdę jest godne odwiedzenia, zwiedzenia i spędzenia kilku chwil na plaży. Momentami człowiek czuł się tam jak w ziemskim raju, zatem nic dziwnego, że bardzo często na ulicach słychać, oczywiście poza hiszpańskim, niemiecki i rosyjski. Jedni przyjeżdżają zwiedzać i się urlopwać, drudzy dorobić na emigracji zarobkowej. Co wcale nie dziwi, gdyż w okresie letnim jest to jedno z najbardziej obleganych miast hiszpańskich szczególnie przez tych z grubszymi portfelami. A przyciąga tu wszystkich wręcz filmowa plaża (część Costa del Sol, czyli Wybrzeża Słońca), maryna z wypasionymi żaglówkami i łódkami, deptak wzdłuż wybrzeża, gdzie sytuuowanych jest mnóstwo kafejek, restauracji i barów. Pośrodku tej promenady znajduje się coś w rodzaju pasażu z rzeźbionymi odlewami prac Salvadora Dali. Każda rzeźba dostarcza całkiem odmiennych wrażeń artystycznych i abstrakcyjnych, zresztą co tu wiele pisać, kto zna prace Dalego wie o czym mowa, kto nie zna powinnien się przekonać na własnych oczach :-)
Ponadto Marbella ma bardzo ciekawą i wyjątkową starówkę, gdzie czasem można się pogubić w plątaninie wąskich uliczek, które wyglądają niemalże tak samo. Na szczęście co jakiś czas na ścinach domów wmurowane są ceramiczne plany miasta, zatem jak szybko człowiek się zgubi, tak szybko może się odnaleźć... Niesamowite wrażenie robi kościół a raczej Parafia Przemienienia Pańskiego zbudowana w miejscu dawnego meczetu (generalnie miasto zostało zbudowane na ruinach mauretańskiej Medyny). W środku jest na bogato, niejedna katedra nie ma takiego wyposażenia w stylu późnego baroku i rokkoko. Zatem warto tam zajrzeć, jak również przejść się przez Plac Pomarańczy, gdzie miałem to szczęście być w okresie kiedy jest sezon pomarańczowy i wszystkie drzewa obwieszone były tymi cytrusowymi owocami.
Ja i Danny mieliśmy okazję tego wszystkiego doświadczyć. Wałęsając się po mieście zgodnie z prawem nie chcieliśmy spożywać wina bezpośrednio z butelki na ulicy. Mój kompan w tym celu zaopatrzył nas w dwie puszki po napojach gazowanych i w ten sposób zupełnie na legalu mogliśmy się rozkoszować urokami tego andaluzyjskiego miasteczka od czasu do czasu łykając doborowe wino :-)
Z dodatkowych atrakcji jakich przyszło nam tutaj przeżyć to Danny wybrał się do kasyna w trakcie siesty i jego portfel uszczuplał o 100 EUR, bo nie dość że poza sezonem kasyno nie oferuje wszystkich atrakcji, to raczej godziny jego pełnego urzędowania zaczynają się po 20-tej. A chciał sobie chłopak dorobić...
I co najważniejsze po prawie 3 tygodniach podróżowania w końcu udało nam się zrobić pranie w ogólnodostępnej pralnii zlokalizowanej na... stacji benzynowej. Ciekawe wydarzenie, tym bardziej, że po raz pierwszy korzystałem z tego typu rozwiązania, aby zdobyć czyste ubrania i bieliznę niezbędne do dalszej podróży...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz