Do Casablanki wybrałem się prosto z Marakeszu, aczkolwiek w pierwszej opcji zakładałem, że najpierw wybiorę się do Agadiru na plażę. Jednak jak zobaczyłem ceny hosteli i hoteli zaczynające się od 50 EUR za 3 dni to stwierdziłem, że nie po to przyjechałem do Maroko, aby płaszczyć tyłek na plaży, tylko zobaczyć, poznać, zasmakować jak najwięcej. Zatem olałem cały ten Agadir i ruszyłem w górę w kierunku Tangeru zatrzymując się w róznych miastach i wsiach.
Na początek jak sam tytuł posta wskazuje pojechałem do Casablanki, miejsca wielu filmów, miejsca które zawsze chciałem zobaczyć na własne oczy. W końcu tyle się o tym słyszało i mówiło nawiązując do filmu z udziałem Ingrid Bergman i Humprey Bogardem na czele. W pociągu poznałem młodego marokańczyka imieniem Jean, z którym nawiązałem kontakt i który mi pomógł znaleźć hotel, gdzie spędziłęm kolejne dwie noce.
I w zasadzie wszystko od tego hotelu się zaczęło. Ba! można powiedzieć jaki hotel takie miasto! Hotel o wdzięcznej nazwie CITY zlokalizowany zaraz obok dworca kolejowego swym urokiem, ceną i otoczeniem wręcz powalał na kolana. W recepcji urzęduje, a razcej króluje właściciel, który wygląda niczym Kadafi i za całe 7 EUR można u niego wynająć pokój rodem z filmów "Piła" i nawet nie trzeba by było go specjalnie przystosowywać, zmieniać. Wszędzie bród, kiła i mogiła. Grzyb na ścianie, odpadający tynk, zmunifikowane szczątki najprawdopodobniej myszy, a jedyne światło to żarówka podłączona do kabli. Brak prysznica oraz otwór w dole zamiast toalety - miód, cud, orzeszki - welcome to Casablanka!!! I żeby nie było specjalnie zdecydowałem się na to miejsce, bo takiego czegoś jeszcze nie miałem okazji ani zobaczyć, ani przeżyć na własnej skórze :-)
Nawiązując jeszcze na chwilę do okolicy, to hotel mieścił się obok jakiejś "hurtowni", gdzie o różnych porach podjeżdżały jakieś podejrzane ciężarówki i ładowali różnego rodzaju sprzęt niewiadomego pochodzenia. Przez ściany słychać było sąsiadów, a przez zamknięte okna ujadające i wyjące psy... a najważniejsze, że przeżyłem to bez szwanku!!!
Samo miasto widać, że swoją świetność już dawno ma za sobą. Nic ciekawego, nawet Medyna nie robi żadnego większego wrażenia. Z nowości to mają dwie linie tramwajowe, gdzie na każdym przystanku są sokiści pilnujący, aby ktoś czasem nie wsiadł do tramwaju bez ważnego biletu. A tak poza tym to udało mi się zwiedzić sąd. Ciekawe wydarzenie, tym bardziej, że wszedłem tam na lewo tzn. omijając strażników. Hmmm i w sumie pokrążyłem sobie po budynku, pozaglądałem do różnych pokojów i sal rozpraw i generalnie wszystko tak samo jak u nas :-)
Ostatecznie wybrałem się na plażę, która brudna i zaniedbana niczym nie przypominała filmowych, a nawet folderowych zdjęć i klimatów... zatem jeśli już będziecie w Maroko to nie traćcie czasu na Casablankę, chyba że chcecie zasmakować w ekstremalnych warunkach hotelowych, to chętnie dam namiary ;-)
Przygody masz wypasione:) Powodzenia na dalszej drodze i jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin bo SMS chyba nie dotarł:) Donia i Adam
OdpowiedzUsuńBrzmi jak mój typ na wakacje z aktualną narzeczoną :]
OdpowiedzUsuńkosmacki