piątek, 15 lutego 2013

Hiszpańskie klimaty Sevilli

Po 8 godzinach międzynarodowej jazdy autokarem dotarłem do Sewilli, miasta iście hiszpańskiego. Na dworcu wysiadłem praktycznie w ostatniej chwili i to tylko dzięki trzeźwości kierowcy, któremu nie zgadzała się liczba pasażerów jadących do Malagi - o jednego było za dużo, czyli mnie. O godz. 6-tej rano było ciemno, zimno i nieprzyjemnie. Na szczęście hostel Samay, w którym miałem zarezerwowany nocleg był zlokalizowany całkiem niedaleko i po jakiś 7 minutach dotarłem do progu jego drzwi. Dzwonkiem wybudziłem piękną i młodą Hiszpankę, która mimo nagłego obudzenia otwarła mi drzwi z uśmiechem od ucha do ucha i zaprosiła do środka. Po krótkim omówieniu zasad pobytu i noclego oraz wskazaniu na mapie najbardziej atrakcyjnych miejsc do zobaczenia, zostawiła mnie w poczekalni, gdyż musiała wszystko przygotować do śniadania. A ja musiałem poczekać do 12-tej, aż moje miejsce w pokoju będzie wolne... i co tu robić? Na początku pomyślałem, że skorzystam z Internetu, no i kapa, nie działał... Zdrzemnąłem się na chwilę i o 8-mej postanowiłem pozwiedzać miasto w poszukiwaniu jakiejś kawiarnii, a w ostateczności McDonalda lub innego tego typu fast food-u gdzie mógłbym się napić mocnej kawy.

Miasto jakby wymarłe, żywego ducha nie widać, ba wszędzie pełno śmieci, potrzaskanych butelek, pustych plastkowych kubków po piwie. Co jest grane, myślę sobie, o co chodzi?!
I tak krążyłem przez blisko godzinę zachodząc w głowę dlaczego nie ma ludzi w tym mieście i wszystko o tej porze jest pozamykane do momentu, kiedy przypomniało mi się, że to niedziela, a do tego to ostatni weekend karnawału. Dopiero wtedy wszystko stało się jasne.
Dopiero o godzinie 9-tej wyjechały śmieciarki i ruszyły służby porządkowe miasta, aby posprzątać ten cały majdan, a ja w końcu znalazłem McDonalda, którego jak się okazało nieświadomie wcześniej minąłem i ku swojemu zaskoczeniu pocałowałem klamkę, gdyż godziny otwarcia są od 11 do 23 :-(
Wróciłem do hostelu wymęczony, gdzie w oczekiwaniu na wolne łóżko uciąłem sobie kolejną drzemkę. Po zakwaterowaniu i doprowadzeniu się do stanu używalności ruszyłem na kolejne zwiedzanie miasta. Tym razem obrałem kierunek przeciwny do poprzedniego i wylądowałem na Placu Hiszpańskim. Miejsce jest niesamowite i jedyne w swoim rodzaju, to tak jakby mieć całą Hiszpanię i jej historię na wyciagniętej dłoni. Miejsce zachwycające swym urokiem, pełne ciekawskich turystów i relaksujących się tubylców. Miejsce wokół którego znajduje się spory park, gdzie śmiało można sobie uciąć poobiednią drzemkę lub w ramach poprawy kondycji pobiegać lub pojeździć na rowerze. Stąd ruszyłem wzdłuż wybrzeża rzeki Gwaldakir pełnego pysznych restauracyjek, gdzie na stołach królowały potrawy śródziemnomorskie pełne owoców morza, oliwek oraz wielu przekąsek antipasti.

Zdziwił mnie natomiast widok, gdzie między jedną knajpką a drugą był stos śmieci, w którym grzebał jakiś bezdomny, bardzo radosny, jakby buszował w sobie znanym raju. Odór smrodu jaki się unosił sponad tej kopy śmieci był odrażjący, zatem tym bardziej podziwiam ludzi, którzy w takim miejscu potrafili cokolwiek spożywać. Jednak nauczony tego, że to co dla nas jest normalne dla innych wcale nie musi być, ruszyłem bez dalszego rozkminiania tej sytuacji dalej.

W stolicy Andaluzji i Flamenco koniecznie warto przejść wzdłuż i wszeż dzielnicę La Macarena gdzie znajduje się plac Herculesa - to tam tętni całe życie tego miasta, szczególnie wieczorem i nocą. Tam też zakończyłem mój dzień z nowopoznanym Brazylijczykiem Gustavo, gdzie do wczesnych godzin porannych odwiedzaliśmy lokalne knajpki rozmawiając o sytuacji geopolitycznej i gospodarczej naszych krajów. A żeby było śmieszniej jak jeden bar zamykali, to całe towarzystwo przenosiło się do kolejnego, a następnie do jeszcze innego, aż wreszcie trafiliśmy do jakiejś zakamuflowanej, podziemnej opcji barowej, gdzie ostatnie niedobitki próbowały zakończyć swój dzień. Podsumowując Hiszpanie nie potrafią robić piwa - a obłędem już była promocja tequila + piwo do zapicia... dla głodnych wrażeń i przechyłów to musi być niezła jazda! I nie to, żebym nie spróbował ;-)

W Sewilli jest jeszcze wiele ciekawych miejsc godnych uwagi i odwiedzenia, w tym przede wszystkim katedra de Santa Maria dela Sede de Sevilla, która znajduje się przy bardzo reprezentacyjnej Av. de la Constitucion prowadzącej prosto do Plaza Nueva. Warto też odwiedzić lokalną Corridę, ogrody del Alcazar czy Plaza de la Encarnazion, gdzie stoi dość futurystyczna platforma, na którą można wejść i podziwiać Sewillę z góry. Te i jeszcze wiele innych atrakcji może odkryć każdy z Was, wybierając to miasto do zwiedzenia. Ja pojechałem tam, gdyż zawsze jak grałem z moją fantastyczną Siostrą w Eurobiznes zastanawiałem się gdzie jest ów miasto i jak ono wygląda. Teraz już wiem i polecam!!!

1 komentarz:

  1. To musi być piękne miasto:). Pisz dużo bo to moja ulubiona książka o podróżach :). Adam.

    OdpowiedzUsuń